Koszyk (0)
gallery/walnut-2961898_1920

Noetyczny Rozwój

L i f e   c o a c h i n g
gallery/finclub
gallery/facebook-667456_1920
gallery/moje
Moja droga

 

Studiowanie filozofii było dla mnie ważne. Nie chodziło tu o erudycję: poglądy, koncepcje i systemy filozoficzne. Chodziło o życiowe prawdy, które prowadziły mnie jak drogowskazy, które mogłam zastosować w dowolnej dziedzinie i sytuacji życia. 

 

Chodziło więc o przeniesienie wiedzy na praktyczne działanie. To praktyczne zastosowanie nie przyszło mi jednak łatwo; w zasadzie ani na studiach filozoficznych, ani nawet bezpośrednio po nich, lecz dopiero po paru kolejnych latach pracy własnej, ciągłego słuchania wykładów, czytania tekstów, poszukiwaniach i próbach rozumienia rzeczywistości, a zwłaszcza swojego życia. Studiowanie filozofii było bowiem bardzo teoretyczne, mocno oderwane od praktycznych rozwiązań.

 

W roku 2004 znajomy zaprosił mnie na wykład jednej z warszawskich szkół filozofii. Był to wykład z noetyki. I choć od paru ładnych lat byłam już po doktoracie, spotkanie z "nową" filozofią stało się momentem przełomowym w moim życiu. Czułam się tak, jakbym pierwszy raz dotknęła najważniejszych, najbardziej fundamentalnych rzeczy i to w najgłębszym "miejscu", a więc w ludzkim sercu. Zrozumiałam, że dzisiejsza filozofia nie jest tą, której nauczał Sokrates, Platon, Arystoteles czy Tomasz z Akwinu, że nie jest ona

sztuką życia, tylko samą suchą teorią. Przekonałam się też, że "prawdziwa filozofia", ta praktyczna, której szukam, jest uzdrawianiem człowieka, prowadzi do jego duchowego rozwoju i do tego potrzebuje o wiele szerszego podejścia, Potrzebuje szczegółowych rozwiązań, rozumienia ludzkich zachowań, usuwania przeszkód na drodze rozwoju. Dlatego zainteresowałam się psychologią. Dla mnie jest ona wsparciem na drodze do Boga, a dokładnie wsparciem na drodze oczyszczenia. Jej zadanie polega na porządkowaniu duszy ludzkiej, na uzdrawianiu jej “chorych miejsc”,  towarzyszeniu w poznawaniu prawdy, przede wszystkim prawdy o sobie, ale także o innych. Podążając za tą myślą przez ładnych parę lat uczyłam się psychologii i stosowałam ją do siebie. Nauczyłam się (i nadal się uczę) kochać siebie, przyjmować siebie ze wszystkimi słabościami, ograniczeniami i wydarzeniami mojego życia, szanować granice swojego ciała, słuchać swoich uczuć i odrózniać je od dośwadczeń mojego serca, ale też mierzyć się ze swoimi zranieniami. Nauczyłam się też (wciąż się uczę) życia w prawdziwych odległościach do ludzi, szacunku do inności, odmienności, wydawania pochopnych ocen oraz przekonania, że każdemu należy się szczególna troska, bo im bardziej jesteśmy otwarci, im więcej słuchamy, głębiej poznajemy, tym bardziej możemy zbliżyć się do drugiego „ja”. 

 

W psychologii szczególną uwagę zwróciłam na coaching, który jest ukierunkowany na przyszłosć. Przeszłością zajmuje się o tyle, o ile jest ona ważna dla  przyszłosci. Zarówno coaching, jak i rozwój osobisty w noetyce,  zmierzają do odkrywania i wyrażania siebie, a co najważniejsze – trwania przy “sobie”, przy swojej tożsamości. Zdałam sobie sprawę, że  do realizacji jakiejkolwiek zmiany nie wystarczy “zobaczyć” siebie, kim się jest, dokąd się idzie. Trzeba jeszcze, a może przede wszystkim przy tym “widzeniu” trwać. Trochę czasu upłynęło zanim zrozumiałam, że noetyka w praktyce, a zatem i noetyczny rozwój, niekoniecznie jest kwestią ruchu, zmiany. Czasami bardziej to kwestia cierpliwego “stania” przy tym,co się “zobaczyło”, przy celu, który się już raz wytyczyło. Tu rozwój polega na trwaniu przy sercu, przy swoim wyborze. W takiej sytuacji rozwój jest przyjęciem prawdy, że nie mamy takiego ruchu, jakiego byśmy oczekiwali, jest przyjęciem faktu, że w naszym życiu dzieją się inne rzeczy, których niekoniecznie byśmy chcieli. Na czym wobec tego polega wówczas rozwój, skoro nie jest realizacją oczekiwanej zmiany? Na przyjęciu zmiany nieoczekiwanej, czyli na odnalezieniu się w sytuacji, w jakiej się jest.  Stało się dla mnie oczywiste, że coaching w noetyce towarzyszy zmianie, ale i trwaniu przy niej, nawet wtedy, gdy jej początek wydaje się bardzo odległy, a cel bliżej nieokreślony.

 

Dostrzegłam, że nasze życie ma wymiar drogi do przejścia. W noetyce jest to szczególnie widoczne. Tę drogę po części się odkrywa, a po części projektuje. Odkrywa się sercem, projektuje – przy pomocy rozumu. Serce jest tu „przewodnikiem”, a rozum – „niezbędnikiem”. Odkrywa się drogowskazy, patrzy na znaki drogowe, spotyka przechodniów, którzy nam mówią, czy dobrze idziemy. Projektuje się własny sposób przejścia: jak przebyć swą drogę w samotności, a jak z towarzyszem podróży, by było raźniej iść, jak przejść ją na pieszo, powoli i refleksyjnie, rozglądając się wokół i chłonąc każdy odcinek drogi, a jak przebyć ją za pomocą jakiegoś pojazdu, szybko, dużo zwiedzając, spotykając wielu ludzi, robiąc dużo rzeczy i wiele przeżywając. 


Dzięki noetyce wiem, że wymiar serca, czyli naszego intelektu, jest najwyższym wymiarem ludzkiego poznania. Wiele razy tego doświadczyłam, podążając za przeczuciem. intuicją czy spontaniczną myślą. Serce jest naszym ukrytym skarbem, który mamy wydobyć "z roli", odsłonić go i oszlifować. Zobaczyłam, że poznanie serca, intuicja, głębokie pragnienia przejawiają się w naszych uczuciach. Uczucia bowiem są odbiciem wagi naszych kroków, swoistą miarą naszych postępów i błędów, naszych spotkań i rozstań, wysiłków i odpoczynków, upadków i wzlotów. Są też miarą naszych relacji i wyznacznikiem odległości, jaką mamy zachowywać w stosunku do innych, miejsca, jakie mamy wobec nich zająć. Dzięki uczuciom „słyszymy” głos naszego serca. Poznajemy go także dzięki reakcjom naszego ciała. 

 

Uważam, że rozwój (teorie i techniki) to pomoc na drodze życia. Polega na tym, by szerzej widzieć drogę, by widzieć ją lepiej i głębiej, najpierw - by widzieć przeszkody, znajdujące się na niej i je usuwać (autoterapia i psychoterapia), potem - by widzieć więcej środków – sposobów postępowania naprzód, by pomóc ruszyć, gdy zatrzymamy się na drodze i nie wiemy, jak dalej iść lub gdy chcemy zmienić sposób naszej wędrówki (coaching).

 

Rozwój duchowy traktuję jak "życiowy przewodnik", któremu podporządkowane jest nasze życie biologiczne i psychiczne. Duchowy rozwój zachodzi w nas nawet wtedy, gdy go sobie nie uświadamiamy. Dzisiaj bardzo często przeżywamy go nieświadomie, ponieważ sprzyja temu kultura naszych czasów. Czasami czujemy się jak ślepcy, którzy nie widzą drogi, nie wiedzą, w którą stronę pójść, a stawiane przez nas kroki jedynie to potwierdzają. Jest to czas życiowych wątpliwości i kryzysów, jawiący się na zewnątrz na sposób zaburzeń psychicznych, którymi owe kryzysy w istocie swojej nie są. Domaga się to właściwego rozeznania. Niemniej jednak uważam, że bez oczyszczenia i uporządkowania sfery psychicznej możemy się w rozwoju duchowym zatrzymać. Schematy wyniesione z domu i życiowe doświadczenia, zwłaszcza z okresu naszego dzieciństwa, mogą stać się poważną przeszkodą na drodze naszego wzrostu.

 

Myślę również, że rozwój duchowy pociąga za sobą troskę o ciało. Zaburzenia w funkcjonowaniu naszego ciała bowiem mogą maskować się jako choroby psychiczne. Z tego powodu wzajemne zależności poszczególnych wymiarów naszego życia świadczą o potrzebie naszego wielowymiarowego rozwoju, w którym duchowy wzrost jest przewodnikiem.

 

Z tego powodu w swojej pracy nad rozwojem kieruję się dwiema zasadami:

1) Przekraczam relatywizm w rozumieniu rozwoju osobistego, opierając go na klasycznej antropologii, a więc na istocie i naturze człowieka.

2) Przekraczam psychiczny wymiar rozwoju, ujmując go wielowymiarowo oraz zwracając szczególną uwagę na rozwój duchowy i życiową misję wpisaną w serce człowieka.