Pracownia Rozwoju

gallery/walnut-2961898_1920
Renata Muszyńska
gallery/finclub
gallery/facebook-667456_1920
Koszyk (0)
Opuszczanie “domu”

 

Kolejną zasadą rozwoju, którą nazywam „opuszczaniem domu”, jest, jak sądzę, wyraźne oddzielenie przeszłości od teraźniejszości, czyli pozostawienie całego „bagażu” doświadczeń, schematów i przekonań wyniesionych z domu swojego pochodzenia.

Jak rozumieć „dom”, który mamy opuścić? Czy mamy go opuścić dosłownie, fizycznie? Odpowiem tak. Dobrze by było, żeby fizyczne i dosłowne opuszczenie domu rodzinnego niosło ze sobą nową jakość życia, wolną od doświadczeń z przeszłości. Poznanie nowych ludzi i nawiązanie nowych relacji otwiera możliwość pozostawienia starych dróg i podążania nowymi ścieżkami.

 

Jest to jednak możliwość, którą nie zawsze wykorzystujemy prorozwojowo. Często bywa tak, że do nowych relacji przykładamy stare schematy i nowe drogi pozornie stają się nowymi. Faktycznie pozostają starymi. Często bywa też tak, że szukamy swojego podobieństwa, że wiążemy się z osobami podobnymi do nas, a więc podobnie obciążonymi. Wzmacniamy w ten sposób nasze schematy, wikłając się w dalsze obciążenia. Wówczas fizyczne opuszczenie domu nie jest znakiem jego opuszczenia psychicznego i duchowego.

 

W rozwoju osobistym, o którym piszę, nie chodzi o powierzchowne zmiany, ale głębokie i trwałe. Takich zmian nie osiąga się zmieniając jedynie miejsce pobytu czy zamieszkania. Nie osiąga się ich zmieniając schemat własnego zachowania, ucząc się nowego wzorca, a więc poddając się swoistej „tresurze” nawyków. Takie zmiany domagają się przepracowania własnej przeszłości, przyjrzenia się schematom i przekonaniom, które nawykowo odtwarzamy, oraz traumatycznym doświadczeniom, które przeżyliśmy. Domagają się uświadomienia i poznania sposobów ich przekraczania.

 

Chodzi tutaj o wszystkie te rzeczy, które opisywałam w kategorii „trudności”, a więc: obciążenia rodzinne związane z zależnością od matki (rodziców), zamianą ról w rodzinie, zaniedbaniem i przemocą, biernością i rezygnacją z siebie, zaniedbaniem i nieufnością wobec siebie, lękami, zranieniami i wykształconymi w dzieciństwie mechanizmami obronnymi, które wyrażają się w uzależnionym myśleniu i nałogowym sposobie życia.

 

Widać więc, że w znaczeniu, o którym tu piszę, nie chodzi o fizyczne „opuszczenie domu”, lecz o „głębokie opuszczenie domu”. Dobrze, gdy jedno i drugie występuje łącznie. Sądzę jednak, że głęboka przemiana życia jest możliwa także wyłącznie w drugim znaczeniu. Myślę, że można „opuścić dom” i w pewien sposób nadal w nim pozostać. Opuścić głęboko. Z pewnością jest to trudne, gdyż domaga się odwagi. Ale bez ryzyka i odwagi nie ma rozwoju.

 

„Opuszczanie domu” nie jest kwestią zerwania relacji z rodzicami czy rodzeństwem. Nie jest kwestią oskarżania rodziców i odsunięcia się od nich. Jest kwestią nawiązania z nimi nowego typu relacji, opartych na prawdzie i wolnych od uwikłań.

 

Czy do rozwoju jest potrzebna psychoterapia? Jest pomocna. Czasem bardziej potrzebna, czasem mniej. Spotkania terapeutyczne mogą być miejscem przekraczania nieufności wobec siebie, wychodzenia z ukrycia, przeżywania doświadczeń korektywnych. Ważne, by odbywały się w atmosferze zaufania i uwzględniały osobistą hierarchię wartości.

gallery/spring-2955582_1920