Noetyczny rozwój

Psychologia noetyczna

2017-05-10 19:47:01
Zdaję sobie sprawę z faktu, że filozofia jest ogólna, wyznacza kierunek myślenia i działania, jednak nie prowadzi szczegółowych badań, nie tłumaczy ludzkich zachowań i nie zajmuje się ich uzdrawianiem. Konkretami zajmuje się psychologia. Wiedza filozoficzna okazuje się i w tej dziedzinie nieoceniona, pozwala bowiem wypracować osobisty stosunek do przyswajanych informacji i wśród wielu kierunków oraz szkół terapeutycznych docenić podejście humanistyczne. Wszak psychologia, tak jak każda inna wiedza specjalistyczna, inna nauka, ma u swoich podstaw rozstrzygnięcia filozoficzne, przyjęte bardziej lub mniej świadomie.
 
I gdy przyglądam się psychologii, zasadne staje się pytanie: po co ona w ogóle jest. Oczywiście ważne i prawdziwe są odpowiedzi, podawane w podręcznikach, iż psychologia pomaga nie tylko chorym ludziom, ale i zdrowym w osiąganiu wyższego poziomu zdrowia, szczęścia i rozwoju. Dla mnie jednak jest ona wsparciem na drodze do Boga, a dokładnie wsparciem na drodze oczyszczenia. Jej zadanie polega na porządkowaniu duszy ludzkiej, na uzdrawianiu jej "chorych miejsc",  towarzyszeniu w poznawaniu prawdy, przede wszystkim prawdy o mnie, ale także o innych.  
 
Miłość własna
 
Podobnie jak w filozofii, tak i tutaj, ważne są dla mnie pewne zasady – drogowskazy. Wśród nich jest ta, która uczy, żeby kochać siebie, uczy więc miłości własnej.
Dla mnie, dla osoby wychowanej w duchu miłości bliźniego, którego kochać trzeba było bardziej niż siebie, była ważnym „odkryciem”. Uświadomiła mi, że miłość własna jest podstawą miłości drugiego człowieka, że umie kochać innych ten, kto umie kochać siebie. 
 
Przy tym miłość własna nie jest egoizmem, nie bierze udziału w rywalizacji, a jeśli – to tylko ze sobą – tą z wczoraj, nie polega na dominacji, nie jest inwazyjna, nikogo nie zawłaszcza i nie osiąga własnych celów cudzym kosztem. Za to domaga się odwagi, by mówić "nie", gdy czegoś nie chce, by chronić siebie przed różnymi formami zewnętrznego zniewolenia, by zawalczyć o siebie, gdy trzeba.

Domaga się samopoznania, które nie jest tylko powierzchowne oraz adekwatnej własnej samooceny, poczucia tożsamości, a więc i przyjęcia siebie ze wszystkimi wydarzeniami swojego życia, także tymi najbardziej mrocznymi.
 
Domaga się należytej, ale nie przesadnej troski o ciało, zwłaszcza słuchania „głosu ciała”, które zawsze mówi „stop”, kiedy jest zmęczone,  wyznaczając granice zdrowia. Tej granicy nie wolno przekraczać.
 
Domaga się wsłuchania we własne emocje. Są one po to, by kształtować nasz kontakt ze światem, by je wyrażać, a nie tłumić. Radość jest po to, by się nią dzielić, gniew po to, by wyrazić swoje poczucie niesprawiedliwości, a lęk po to, by ostrzegać przed zagrożeniem, przed zmianą.
 
Domaga się odwagi do własnego rozwoju, do tego, by „dotykać” swoich ran, oporów, by nie uciekać przed prawdą, przed bólem, by zaakceptować go jako część swojego życia i czerpać z niego korzyści, w przyszłości nie popełniając tych samych/podobnych błędów.
 
Domaga się też mierzenia z uczuciami winy i krzywdy, które pielęgnowane w sobie, mogą wpływać na nas destrukcyjnie. Każde uczucie bowiem, nazywane pierwotnym, ma swoją miarę, ma swój czas. Gdy ta miara się wypełni, uczucie może być „sztucznie” podtrzymywane, przechodząc w tak zwane uczucie wtórne. Człowiek wówczas, bardziej lub mniej świadomie, zakłamuje rzeczywistość, ale też szkodzi sobie, swojej duszy, swojemu ciału i swojemu zdrowiu. Poczucie krzywdy i rola ofiary mogą być usprawiedliwieniem, by nie wprowadzać zmian w swoim życiu, nie rozwijać się, budzić współczucie otoczenia. Dlatego ważne jest, by takie procesy kończyć przebaczeniem i pojednaniem ze sobą i z drugą osobą.
 
Miłość własna domaga się też troski o własny rozwój umysłowy, o poznanie, nabywanie wiedzy, samodzielne decyzje , a co najważniejsze - wsłuchania się we własne "serce", w wewnętrzny głos, który mówi, gdzie iść i co robić, i wsłuchania się w osobiste i niepowtarzalne prowadzenie, w swoją indywidualną drogę, na której ma się wyrazić twórcze "ja". 
 
Samopoznanie i ochrona granic
 
W samopoznaniu, w pracy nad własnym rozwojem znajduje się pewna „pułapka”. Stanowi ją nadmierna koncentracja na sobie, tak zwane zjawisko faworyzacji własnej osoby, w którym miłość własna przestaje być prawdziwą troską o siebie i przekształca się w egoizm. Praca nad sobą niejako „z natury” swojej może wytwarzać pewien dystans między osobami i oddalać je od siebie. Przyczyną tego zjawiska jest – jak sądzę – pewna nasza niedojrzałość, którą wynosimy ze swoich rodzin, a która przejawia się przekraczaniem cudzych granic. Uświadomienie nam takiego zachowania przez inną osobę, nawet bliską, zazwyczaj nie jest dla nas przyjemne. Z doświadczenia wiem, że ochrona własnych granic może być szczególnie przykra dla otoczenia na początku tej drogi, kiedy nie potrafimy jeszcze uzgadniać naszej asertywności z należytym szacunkiem, nie raniąc innych. Ćwiczenia i czas pozwalają jednak zmienić te niezbyt udane próby w satysfakcjonujący kontakt dla wszystkich.
 
Życie wspólne

Relacje z innymi ludźmi sa bardzo dobrym "polem" do pracy własnej, do odnalezienia właściwych odległości, do szanowania cudzych granic. Otwierają przed nami bowiem szerszą perspektywę, pokazują, że nie jesteśmy na świecie sami, że właściwym „miejscem” naszego życia i wzrostu jest wspólnota, w której obok nas są inni ludzie, którzy są naprawdę inni i jeśli chcemy żyć razem z nimi, musimy się ich uczyć. W tym miejscu konfrontujemy się z prawdą, że „inność” osoby, jej odmienność na poziomie psychologicznym, polega na subiektywnym sposobie przeżywania. Sposób i siła reakcji danego człowieka w danej chwili i na dane wydarzenie zależy od bardzo wielu czynników, takich jak: przeżyte doświadczenia, nabyte schematy zachowania, aktualne samopoczucie, znaczenie dla osoby, indywidualna wrażliwość, odporność na stres i inne. Ta wiedza uświadomiła mi, że jakakolwiek ocena zachowania drugiego człowieka jest rzeczą równie złożoną jak jej sposób reagowania, że to jest sprawa bardzo indywidualna i nie uprawnia mnie do oceny, do udzielania rad czy partycypacji w podejmowanych decyzjach. Zdałam sobie sprawę także z tego, że  nikt nie jest w stanie w pełni zrozumieć innego człowieka,  że w swoim „ja” każdy jest ze sobą sam na sam, że nikt z ludzi nie ma doskonałego wglądu w cudzą duszę. Dlatego każdemu należy się szczególna troska, bo im bardziej jesteśmy otwarci, im więcej słuchamy, głębiej poznajemy, tym bardziej możemy zbliżyć się do drugiego „ja”.
 
Wewnętrzny projekt
 
Badania dowodzą, że zaniedbania mają bardziej niszczący wpływ na dzieci niż przemoc. Trudność polega na tym, że osoba zaniedbana nie może zrealizować zapisanego w jej genach projektu osoby, którą powinna zostać. 

Ten projekt, wolny od jakichkolwiek zniekształceń, dotyczy przede wszystkim charakteru i osobowości. Dzięki niemu każde dziecko wie, co jest dla niego niezbędne, i dąży do wyrażenia go poprzez zabawy i marzenia. Rodzice powinni dostrzec jego potrzeby, choć nawet najlepsi nie są w stanie ich całkowicie zaspokoić. Jednak wiele dzieci otrzymuje od rodziców na tyle dużo, by ich osobowość stała się dojrzała i zintegrowana. Zaniedbanie i przemoc niszczą osobę i traci ona zdolność do rozpoznania swojego projektu.

Dzieje się tak wtedy, gdy rodzice są samolubni lub niedojrzali, gdyż sami byli źle traktowani, a ich problemy z dzieciństwa nie zostały rozwiązane. Mają wobec dziecka nierealistyczne oczekiwania lub w jego osobie zaspokajają własne potrzeby. Dziecko traci wewnętrzny pokój i popada w zamęt. Czuje się winne za pragnienia niezgodne z zamierzeniem swoich rodziców. Nie wierzy, że zasługuje na miłość. Odczuwa ból, smutek, złość, bezradność i poczucie klęski życiowej.

Zaniedbanie porównuje się do domu, na który nie dostarczono materiałów lub dostarczono inne, dlatego nie może z nich powstać dom zgodny z jego projektem. .

Przemoc natomiast to dom, na który ktoś napadł. Taki dom zawsze można odbudować. Tego domu natomiast, który w ogóle nie powstał, odbudować się nie d

Badania podają również, że najbardziej niszczącym rodzajem przemocy jest przemoc słowna. Obejmuje ona: zastraszanie, obwinianie, zawstydzanie, krytykanctwo, dyskryminację, poniżanie i obrażanie. Przemoc słowna niejako odbiera dziecku jego godność, sprawia, że czuje się kimś gorszym od swoich rodziców, co z kolei wytwarza psychologiczny dystans między nimi. Dziecko się izoluje, przeżywa osamotnienie, ma niskie poczucie wartości, traci wiarę w siebie, a także stosuje przemoc w relacjach z innymi. 
 
Życie ocalone
 
Głębokie uszkodzenia przejawiają osoby ocalone od aborcji. Życie takich osób charakteryzuje poczucie winy z powodu tego, że żyją, lęk przed odrzuceniem, pesymizm z powodu niezadowolenia ze strony rodziców, zaburzona tożsamość (osoba nie wie, kim jest, ponieważ odbiera zaburzone komunikaty na swój temat), brak osobowej relacji z Bogiem (dla nich Bóg to oprawca), zakładanie masek, by wzbudzić zainteresowanie otoczenia oraz konsekwencje niekarmienia piersią (zubożony kontakt psychologiczny z matką, rzadszy dotyk, zmiany w budowie układu nerwowego, co oznacza, że dzieci te nie są tak szybkie, sprawne, sprytne i inteligentne jak powinny były być).

Życie z wykluczeniem
 
Do wydarzeń traumatycznych należą niewątpliwie: wykluczenie z systemu rodzinnego, odrzucenie, opuszczenie przez rodziców i umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej. Osoby te często wypierają tę traumę ze swojej świadomości, zaprzeczają, iż zostały opuszczone. Żal i przeżycie żałoby po stracie mogą nastąpić dopiero po latach od tego wydarzenia. Przyczyny wykluczenia są niekoniecznie zawinione przez rodziców. Jakkolwiek by jednak nie było, odrzucenie jest problemem wielopokoleniowym, nieświadomie kopiowanym przez poszczególne osoby w rodzinie. Osoba wykluczona otrzymuje komunikat: „Nie jesteś ważny” i ten sam komunikat przenosi na swoje dzieci. Dziecko, które go odbiera, doznaje poniżenia, ma niską samoocenę i trudno mu zbudować pozytywny obraz siebie.
 
Wszystkie te traumy pokazują, że wchodząc w dorosłe życie, bardziej lub mniej jesteśmy obciążeni psychicznie wzorcami zachowań, jakie wynieśliśmy z domu i doświadczeniami, które przeżyliśmy. 

Możemy te wzorce powielać i przekazywać kolejnym pokoleniom. Sądzę jednak, że naszym zadaniem na ziemi jest przerwać to błędne koło, ten zaklęty krąg historii, i powiedzieć mu „stop”. Do tego potrzeba świadomości swoich obciążeń, przeżycia zdarzeń, które zostały wyparte, przyjęcia siebie ze swoją przeszłością i pójścia w dalszą drogę życia.

Życie dla Królestwa

Te nasze uszkodzenia bowiem, traumy, poczucie winy, niska samoocena, to są rzeczy, do których jesteśmy przywiązani, to jest nasz "dom", który mamy opuścić. 

Powiedział o tym Jezus: 
"Zaprawdę powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu albo żony, braci, rodziców albo dzieci dla królestwa Bożego, żeby nie otrzymał daleko więcej w tym czasie, a w wieku przyszłym – życia wiecznego."(Łk 18, 29-30).
 
* Fragment został napisany na podstawie książki Bogny Szymkiewicz, Zranione stany świadomości, Warszawa 2006. 
Kategorie wpisu: Noetyka
« powrót
Kreator www - przetestuj za darmo