Noetyczny rozwój

Trudności w rozwoju: rezygnacja, bierność, zaniedbanie i nieufność wobec siebie

2017-09-15 11:24:02
Rozwój jest zmianą jakościową, która polega na tym, iż robimy coś inaczej. W tym miejscu zaznaczę, że ową zmianę jakościową możemy rozumieć na 2 sposoby: po pierwsze, jako zmianę powierzchowną na poziomie nawyków, która polega na wyćwiczeniu pożądanych zachowań, po drugie, jako zmianę głęboką, która polega na dotarciu do przyczyn dostrzeganych problemów, a przez to również na pogłębieniu kontaktu ze swoim „ja”. W moich tekstach chodzi o zmianę w drugim znaczeniu. Zmiany na poziomie symptomów, choć czasem przydatne i wskazane, są powierzchowne, a przez to często nietrwałe. Tymczasem prawdziwe zmiany zachodzą w nas wtedy, gdy podejmiemy nad sobą głęboką pracę.
 
Rezygnacja z siebie i bierność

O tego rodzaju zmianach pisze Simone Pacot w swojej książce pt. Droga wewnętrznego uzdrowienia. Choć polskie wydanie tej pozycji ukazało się już dawno, do treści w niej zawartych często powracam. Posłużę się nimi także w moich rozważaniach, bo przyznam, że nie spotkałam lepszej lektury, która uzgadniałaby wzajemne relacje, zachodzące między ciałem, psychiką i duszą człowieka. Autorka wspomnianej przeze mnie książki nieco inaczej nazywa owe 3 wymiary: ciałem, psyche i duchem, czyli głębią serca. Bez względu jednak na nazewnictwo, znaczenie tych 3 wymiarów jest takie samo jak to, prezentowane przeze mnie.

Simone uważa, że celem naszego rozwoju, naszej życiowej drogi, jest uzyskanie jedności między tymi trzema wymiarami, ale w ten sposób, że głębia serca, stanowiąc „centrum naszej istoty”, zajmuje nadrzędne miejsce wobec naszej psychiki, ukierunkowuje ją, określa jej cel, nie negując jednocześnie jej mechanizmów. Chodzi o to, że prawdziwy kontakt ze sobą uzyskujemy wówczas, gdy usuwamy tkwiące w nas psychiczne przeszkody. W każdym z nas bowiem istnieje jakiś „niezbadany ląd”, a więc sytuacje i problemy, z którymi nie potrafiliśmy się uporać w przeszłości. Nasza przeszłość oddziałuje jednak na teraźniejszość. Przeszłość może być źródłem zamknięcia, lęku i wstydu albo motorem życia. Autorka pisze tak: "Zdarza się, że przeżywamy głębokie zaburzenie: eksplozję złości, gorącą nienawiść, uczucie lęku, zazdrość, niepokój, blokadę w stosunku do drugiego człowieka, wrażenie sytuacji bez wyjścia, związanych rąk. Często powtarzamy w różnych formach ten sam mechanizm: odtwarzamy nasze cierpienie, szukając inne rozwiązania niż to, które wybraliśmy poprzednio. Ponieważ jednak nie uświadamiamy sobie celu, do którego dążymy, krążymy w zaklętym kręgu. Zdarza się, że nasza wolność jest chora, tożsamość zniszczona lub zaniedbana, a uczuciowość nadmiernie zależna od drugiego człowieka.”

Częstą przyczyną naszego cierpienia jest to, że pozwalamy „wygasnąć swojej energii życiowej”, swojemu „pragnieniu życia”, „nie potrafimy już chcieć”. Przyjmujemy więc bierną postawę wobec siebie, jak ów chory paralityk z Betesdy, który przez 38
lat czekał na to, by ktoś wprowadził go do sadzawki. Nie mamy siły ani  odwagi, by prosić o pomoc, nie widzimy wyjścia z sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, myślimy, że wszystko jest stracone. Po prostu nie możemy się ruszyć i to jest nasz wewnętrzny paraliż.

Uzdrowienie tej naszej biernej postawy polega na przywróceniu zaufania do samego/samej siebie, „zawalczeniu” o siebie, na uświadomieniu sobie swoich prawdziwych problemów, uwolnieniu się od postawy ofiary, oczekującej od innych, że nas zmienią i zanurzą w „sadzawce”.
 
Zaniedbanie i nieufność wobec siebie
 
Każdy z nas funkcjonuje w trzech wymiarach: cielesnym, psychicznym i duchowym. Prawidłowy rozwój polega na tym, że wszystkie te wymiary znajdują się we względnej równowadze. Zdarza się jednak, że któryś z tych wymiarów zaniedbujemy. Francuska autorka imone Pacot, na którą się ostatnio powołuję, pisze wręcz, że „porzucamy” część swojej osobowości, „pozostawiając ją jakby na wygnaniu, z dala od naszego wewnętrznego źródła”, czyli głębi naszego serca. Takie „wewnętrzne rozszczepienie” może dotyczyć każdego wymiaru. 
 
Bywa, że zaniedbanym wymiarem jest nasza psychika. Tracimy wówczas kontakt z własnymi emocjami, które pozostają nieodgadnione i nie wydostają się „na powierzchnię”. Wówczas to wielkie cierpienie, nienawiść, gniew czy zazdrość nie mają ujścia i stanowią swoisty emocjonalny ciężar. U podstaw może znajdować się zranienie, brak lub utrata miłości, zdrada. Simone uważa, że wiele osób żyje wyłącznie na płaszczyźnie afektywnej. Grozi to opanowaniem przez nieuporządkowane uczucia, wyczerpanie się w „szaleńczej i niewłaściwie skierowanej pogoni za miłością”.

Wreszcie zdarza się i tak, że troska o ciało i ekspresyjna psychika sprowadzają się do „życia chwilą”, bez refleksji, konsekwencji, odpowiedzialności. Tym bardziej bez kontaktu z głębią własnego serca. Jest to życie „na powierzchni”, bez stawiania pytań i poszukiwania odpowiedzi. W gruncie rzeczy nie wiadomo tutaj, czy idzie się własną drogą, czy cudzą.

Zdaniem Simone wyrównanie wymiarów, odnalezienie jedności ciała, wrażliwości, emocji i głębi serca nie jest trudne. Wrażliwość jest nam potrzebna, byśmy mogli reagować na poruszenia serca, być z nim w „kontakcie”. Przeszkodą są nasze opory,
zamykające na zmianę, które często wynikają z tego, że nie zaakceptowaliśmy naszych zranień. Mury obronne są nam potrzebne, byśmy mogli się za nimi chronić. Nie możemy się przecież otwierać przed każdym napotkanym człowiekiem, bo jest to po prostu niebezpieczne. Zasadniczą kwestią jest jednak „stopniowe wyzbywanie się nieufności wobec siebie samego i traktowanie swoich pierwotnych odruchów jako cennych źródeł informacji.
Kategorie wpisu: Trudności w rozwoju
« powrót
Kreator www - przetestuj za darmo