Noetyczny rozwój

Wymiary rozwoju: cielesny, psychiczny i duchowy

2017-09-14 19:02:06

Temat, który właśnie podejmuję, wydaje się prosty. Któż z nas bowiem nie troszczy się o własne ciało, poświęcając mu chociażby parę minut swojego czasu przy okazji codziennie wykonywanych czynności, jak mycie się czy ubieranie. Gdy do tego doliczy się jedzenie, sen, ruch i odpoczynek, to parę minut przekształca się w znaczną część doby.

 

Rozwój w sferze cielesnej


Sprawa jednak tylko pozornie wydaje się prosta z dwóch powodów. Po pierwsze, domaga się odpowiedzi na pytanie, gdzie w tych codziennych czynnościach jest miejsce na rozwój. Otóż, sądzę, że o rozwoju możemy mówić wtedy, gdy w sposób aktywny zaczynamy sprawować opiekę nad naszym ciałem. Wówczas to mycie czy ubieranie się staje się świadomą troską o wygląd, jedzenie wiąże się z właściwie dobraną, wolną od nałogów, dietą, na sen poświęcamy tyle czasu, ile potrzebuje nasz organizm, ruch to rekreacja, a nie przygodne przejście z pracy do domu, a odpoczynek to odpowiednio dobrane ćwiczenia relaksacyjne lub celowo przeznaczony czas na dowolną własną przyjemność.

Po drugie, wymaga uwzględnienia istotnego faktu, że nikt z nas nie jest jedynie samym ciałem, lecz jesteśmy ciałem i duszą, a w związku z tym mówiąc o wymiarze cielesnym nie możemy pominąć jego zależności od innych wymiarów naszego bytu, naszego „ja”. W klasycznej filozofii, chociażby Arystotelesa, którą osobiście bardzo cenię z racji na precyzję stosowanych wyjaśnień, ciało i dusza ludzka stanowią tzw. jedność substancjalną. Oznacza to, że ciało i dusza wzajemnie na siebie wpływają. Gdy na przykład złamiemy rękę, doznajemy nie tylko fizycznego bólu w obszarze złamania, ale również przykrych uczuć na poziomie naszej psychiki. Ponadto mamy możliwość świadomej oceny sytuacji, analizy okoliczności, które doprowadziły do kontuzji i przemyślenia sposobu funkcjonowania w zaistniałych okolicznościach. Dzieje się to w sferze umysłowej.

Stąd też na rozwój w obszarze cielesnym ma wpływ nie tylko to, co w sposób świadomy robimy dla naszego ciała, ale również wszystko to, co robimy dla naszej duszy. Szczególne znaczenie dla ciała mają emocje, które przeżywamy, wyobrażenia, które przywołujemy, myśli, które tworzymy i decyzje, które podejmujemy. Gdy na przykład przez dłuższy okres czasu żyjemy w silnym lęku, a nasze ciało podlega długotrwałemu napięciu, to podstawowe funkcje życiowe ulegają przyspieszeniu, a narządy wewnętrzne pracują na zwiększonych obrotach, zużywając znaczne ilości energii. Brak możliwości/umiejętności odprężenia pociąga za sobą poważne skutki zdrowotne, jak bezsenność, nadciśnienie tętnicze, zaburzenia poznania, koncentracji uwagi, pamięci i wiele innych.

Najprościej mówiąc, swoim ciałem „płacimy” za przeciążenie. Rozwiązanie problemu znajduje się jednak w duszy, a nie w ciele. Doraźne zabiegi, takie jak ćwiczenia relaksacyjne, odpoczynek czy odwrócenie uwagi są pomocne, ale na ogół przynoszą nam krótkotrwałą ulgę. By poradzić sobie z lękotwórczą dla nas sytuacją, potrzebujemy głębokiego wglądu, przemyślenia naszej sytuacji, możliwych sposobów jej rozwiązania, często też stanowczych decyzji na rzecz zmiany naszego położenia. Wówczas to doznajemy zmian w ciele: uczucie lęku zanika, ciało rozluźnia się, zaczynamy odczuwać zmęczenie i regenerować stracone siły.

Można więc powiedzieć, że nasze ciało w pewien sposób odzwierciedla wszystko to, co dzieje się w „wyższych” sferach: w psychice i w sferze umysłowej. Stąd obecnie uważa się, że większość naszych chorób ma tzw. podłoże psychosomatyczne, to znaczy, że ich przyczyna leży w duszy, a nie w ciele.

 

Rozwój w sferze zmysłowej (psychicznej)

 

Psychologia uczy nas, że nasze poznanie świata podlega wielu zakłóceniom. Do nich należą chociażby takie rzeczy jak: towarzyszące nam w danej chwili silne emocje, różnego rodzaju choroby, mechanizmy obronne, własne nastawienie, oczekiwania, psychiczne urazy. Ponadto każdy z nas ma własny aparat percepcyjny i tak zwane dominujące wejście percepcyjne, co oznacza, że u każdego z nas jeden ze zmysłów jest dominujący. Stąd mówimy, że jedni są wzrokowcami, inni słuchowcami, a jeszcze inni – kinestetykami.

 

Z tego powodu nasza sfera zmysłowa wymaga szczególnej naszej uwagi i troski. Dotyczy to zarówno poznania zmysłowego, które obejmuje działanie zmysłów zewnętrznych i tzw. zmysłów wewnętrznych, jak i uczuć (emocji), będących reakcją na to poznanie. Zmysły zewnętrzne są znane. Należą do nich: wzrok, słuch, dotyk, węch i smak. Wszystkie one działają w nas niezależnie od naszej świadomości i wszystkie mają swoje organy w ciele. W sposób świadomy jednak możemy pielęgnować ich wrażliwość, skupiając uwagę na poszczególnych doznaniach i usuwając wewnętrzne przeszkody, zniekształcające poznanie, przez pracę z silnymi emocjami czy stłumionymi uczuciami. 

Znane są również zmysły wewnętrzne: pamięć, wyobraźnia i instynkt, nazywany również władzą doświadczenia, łączenia lub władzą zmysłowego osądu. Wszystkie one mają swoje ośrodki w mózgu. Wszystkie też możemy w sobie rozwijać: pamięć ćwiczymy, stosując różne techniki zapamiętywania, kształtując swoje nawyki i zmieniając je; wyobraźnię wzbogacamy dzięki czytaniu, słuchaniu czy wizualizacji, które są szczególnie pomocne przy tzw. kreatywnym i twórczym myśleniu, a władzę doświadczenia kształtujemy przez porównania i skojarzenia, wpływając zarazem na tzw. poziom inteligencji.

 

Oprócz wymienionych 3 zmysłów wewnętrznych, jest jeszcze czwarty, o którym rzadko się mówi – zmysł wspólny. Ten zmysł w kolejności działania jest pierwszym ze wszystkich zmysłów wewnętrznych, ponieważ jego rola polega na łączeniu doznań poszczególnych zmysłów zewnętrznych w jedną całość. Działanie tego zmysłu odbywa się poza naszą świadomością i wolą, w związku z tym nie możemy na jego działanie wpływać.

Do sfery zmysłowej należą również uczucia, które kontaktują się ze światem. Dzięki nim reagujemy na bodźce, które docierają do nas z otoczenia. Można też powiedzieć, że dzięki uczuciom zachowujemy właściwą odległość w stosunku do osób i rzeczy. Ludzie, o których mówi się, że są pozbawieni uczuć, tzw. psychopaci, nie mają poczucia rzeczywistości i reagują w sposób adekwatny do otoczenia. Zasadniczo dzielimy uczucia na pierwotne, do których należą: miłość (upodobanie), niechęć (nienawiść), pragnienie (pożądanie), wstręt (odraza), przyjemność (radość), przykrość (smutek, ból) i ulga oraz uczucia wtórne, do których zaliczamy: nadzieję, odwagę, zwątpienie (rozpacz), lęk (strach) i gniew (złość). Te ostatnie pojawiają się wtedy, gdy na drodze do osiągnięcia jakiegoś celu stoi jakaś przeszkoda.

 

Z naszymi uczuciami możemy pracować. Najbardziej podstawową formą takiej pracy jest ich odreagowanie. Dotyczy to szczególnie silnych uczuć, jak gniew, lęk i wstyd.


Rozwój w sferze umysłowej (rozumowej)


W rozważaniach o rozwoju przyszedł czas na sferę umysłową, którą nazywam też duchową. W sferze tej wyróżniamy dwie władze (zdolności): rozum i wolę.Rozum (ratio) jest tą zdolnością (władzą) w nas, która w sposób szczególny wyróżnia nas jako ludzi w świecie, w jakim żyjemy. Tylko my mamy tę zdolność. Nie mają jej ani rośliny, ani zwierzęta. Wierzący w istnienie świata duchowego, niewidzialnego i wiecznego powiedzą, że nie ma jej również żaden z bytów duchowych, ani aniołowie, ani Bóg.

 

 

Podobnie, jak inne sfery, tak i zdolność rozumu, podlega w nas rozwojowi. Sposobem rozwoju są: ćwiczenie myślenia abstrakcyjnego, myślenie możliwościami, przeprowadzanie rozumowań, ale też, charakterystyczne dla dzisiejszego coachingu, wyznaczanie celów przez dokładne planowanie, elastyczne reagowanie na zmiany, samopoznanie i tworzenie pomysłów rozwiązań, teorii i zasad, ponoszenie konsekwencji swoich działań, kształtowanie własnej hierarchii wartości, autopsychoterapia, zmiana nawyków czy miarkowanie uczuć. To ostatnie, czyli miarkowanie uczuć, polega na tym, że poddając reakcję emocjonalną rozumowej kontroli, dochodzimy do wniosku, że takie wydarzenie, jak odejście bliskiej osoby, jest trudnym doświadczeniem, ale nie jest “końcem świata”, że to nie inni ludzie stanowią o sensie naszego życia, lecz my sami nadajemy mu sens.

 

Oprócz rozumu mamy druga zdolność w sferze duchowej, nazywaną wolą (voluntas). Dzięki tej zdolności zmierzamy do określonych celów. Nie wystarczy bowiem, by dany cel był nam znany. Do jego realizacji bowiem trzeba podjąć działanie, dokonać wyboru określonych środków spośród wszystkich nam znanych i dostępnych, trzeba podjąć decyzję i ją wykonać. To właśnie dokonuje się dzięki naszej woli, która ma zdolność wyboru celu i środków, ale też “nakazania” władzom cielesnym i zmysłowym, by ten cel zrealizowały. Można powiedzieć, że do niej należy “ostateczne słowo” w kwestii podjęcia lub zaniechania jakiegoś działania. Skoro tak jest, to wola odpowiada za dobro lub zło naszych czynów. Ktoś powiedział mi kiedyś, że “wolą idziemy do Pana Boga” i były to słowa, jak sądzę, bardzo mądre. Z jednej strony wskazują bowiem na fakt, że to my sami, a nie nikt inny, decydujemy o własnym życiu, my za nie ponosimy odpowiedzialność, a z drugiej strony – że poszczególne kroki na naszej drodze to są nasze decyzje. Te decyzje mogą być bardziej lub mniej wolne, ponieważ władze zmysłowe mogą je determinować, w pewien sposób ograniczać, na przykład wtedy, gdy mówimy o działaniu w afekcie, a więc pod wpływem tak silnych uczuć, że wyłączają one ocenę rozumu i osąd woli. Mogą być także zdeterminowane przez sferę cielesną, np. w chorobie, gorączce, utracie przytomności, a nawet podczas snu.

 

Również i wola podlega rozwojowi. Usprawniają ją: ćwiczenia wytrwałego zmierzania do celu, decyzje podejmowane pod wpływem świadomej oceny rozumu, a także zapomniany dziś temat, a mianowicie kształtowanie zalet (cnót), rozumianych jako trwałe skierowanie do dobra, usprawnienie się w dobru. Klasyczna antropologia wyróżnia 4 cnoty główne (kardynalne): roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo, oraz wiele innych zalet, pochodzących od nich, takich jak: cierpliwość, wytrwałość, pokora, prostota, życzliwość itd. Zgodnie z tzw. zasadą złotego środka cnota jest działaniem, mieszczącym się między dwiema skrajnościami (wadami)” nadmiarem i niedomiarem, np. odwaga jest cnotą, która mieści się między tchórzostwem a zuchwalstwem. Odstępstwem od zasady złotego środka jest działanie, które samo w sobie jest moralnie złe, np. kradzież, zabójstwo itd. To działanie nie dopuszcza średniej miary (środka).


Rozwój w sferze umysłowej (intelektualnej)

 

W sferze umysłowej, oprócz rozumu i woli, mamy jeszcze inne zdolności, które zasadniczo różnią się od poprzednio już opisanych. Te zdolności to: serce, nazywane też intelektem lub władzą poznania noetycznego oraz wolna wola (poprzednio pisałam o wolnej decyzji – to nie jest to samo). O ile rozumem posługujemy się w sposób świadomy, kontrolowany, o ile możemy pokierować swoim myśleniem, wyznaczyć sobie temat do refleksji, o tyle poznanie serca dzieje się poza naszą świadomością czy ponad świadomością, kontrolą i – podobnie jak intuicja czy przeczucie – nie przychodzi na nasze życzenie. Jest nieprzewidywalne w czasie i treści.


Zaznaczyć tu trzeba bardzo ważną rzecz, że poznanie intelektu (serca) nie jest poznaniem zmysłowym ani nie utożsamia się z żadnym uczuciem. Można jednak powiedzieć, że poznanie intelektu przejawia się w uczuciach. Po uczuciach bowiem, po „mowie” naszego ciała, poznajemy, czy wypowiadane przez nas słowa są zgodne z naszym sercem.

 

Antropologiczne ujęcie serca jest niczym innym jak określonym w psychologii naszym prawdziwym „ja” albo głębokim „ja”. Serce jest „najwyższym miejscem” naszej duszy, jakie jest nam dane, „miejscem” najgłębszym. Wielu filozofów, teologów i mistyków uważa, że jest to „miejsce” wpływu Bożej łaski albo wręcz obecności samego Boga w duszy. Augustyn z Hippony pisał, że serce człowieka jest “ciasną chatką”, w której mieszka Bóg. Mistrz Eckhart nazywał je „iskierką duszy”, Pascal – “sercem”, a teoretycy rozwoju osobistego, jak Masłow, Rogers czy Dąbrowski mówili o swoim „ja”. Nasz intelekt jest również „miejscem” naszej twórczości, miejscem, z którym szczególny kontakt mają artyści otwarci na natchnienie, na „kontakt ze sobą”, na bycie skupionym na danej chwili, na „tu teraz”.

 

Skoro więc nasze serce, wyrażając niejako naszą istotę, jest w nas niezależnie od naszego poznania i od naszej świadomości jego istnienia, czy my możemy w jakiś sposób wpływać na to „miejsce” w sobie i je rozwijać? Otóż, na nasze serce wpływu nie mamy. Możemy jednak, jak artyści, pracować nad kontaktem z nim. Ów kontakt łatwiej uzyskać w ciszy, po uspokojeniu silnych uczuć, uwolnieniu rozumuod goniących myśli, dając sobie czas i możliwość swobodnego ich przepływu, co sprzyja olśnieniu i spontanicznym reakcjom na wewnętrzne poruszenia. Nasza wola bowiem, pociągnięta pięknem olśnienia/natchnionej myśli, spontanicznie za nią podąża. Można powiedzieć, że wola, poruszona pięknem myśli, jednoczy się z nią i stanowi z nią jedno. Nie ma tu procesu decyzji, rozciągniętego w czasie, który towarzyszy poznaniu rozumowemu, lecz jest prosty, spontaniczny akt woli. Można też powiedzieć, że poznanie naszego serca jest tak oczywiste dla woli, że nie potrzebuje ona czasu na zastanowienie się i podjęcie decyzji, lecz jednym prostym ruchem wybiera to, co w oczywisty sposób poznała, gdyż nie budzi to w niej żadnej wątpliwości. Jest w tym akcie/ruchu całkowicie wolna, nieograniczona spekulacją rozumu. Stąd mówimy o wolnej woli, a nie o wolnej decyzji.

 

Poznanie serca i akt wolnej woli zachodzą w nas wówczas, gdy wsłuchani w głos naszego wnętrza i wyćwiczeni w odróżnianiu go od naszych emocji, podążamy za intuicją, spontaniczną myślą, natchnieniem, naszym wewnętrznym „światłem”. Nasz rozwój w tej sferze polega na wsłuchiwaniu się w ten nasz „wewnętrzny głos” i podążaniu za nim, podążaniu więc drogą naszego serca. Ważne na tej drodze jest, by nie tłumić natchnień i poruszeń własnymi lękami, nie roztrząsać rozumem, nie poddawać zwątpieniu i nie zaprzeczać ich istnieniu. Ważne, by oczyszczać sferę psychiczną i uwrażliwiać ją na życie według serca.
Kategorie wpisu: Wymiary rozwoju
« powrót
Kreator www - przetestuj za darmo