Noetyczny rozwój

Trudności w rozwoju: zranienia, lęki, brak przebaczenia

2017-09-15 12:02:27
Zranienia
 
Temat zranień omówię w oparciu o książkę Bogny Szymkiewicz pt. „Zranione stany świadomości”, gdyż uważam, że jest ona jednym z lepszych opracowań tego tematu. Zdaniem autorki poczucie zranienia jest naszym codziennym doświadczeniem. Dotyczy zarówno drobnych i zwyczajnych sytuacji, jak i wielkich kryzysów. Zranienie jest szczególnym rodzajem emocji, która zachodzi w relacji z drugą osobą. Wobec innych ludzi bowiem mamy jakieś własne oczekiwania. Zakładamy, że druga osoba będzie zachowywać się wobec nas w określony sposób i będzie przestrzegać pewnych reguł. Im bliższa osoba, tym mamy wobec niej więcej oczekiwań. Wydaje się nam, że podobnie rozumiemy rzeczywistość. Mamy poczucie, że funkcjonujemy w tym samym świecie. Najbardziej ranią nas osoby najbliższe, gdyż mamy do nich największe zaufanie.

Poczucie zranienia jest reakcją na doznaną przykrość czy krzywdę i pojawia się zazwyczaj z zaskoczenia. Zachodzi wówczas, gdy nie umiemy lub nie możemy zareagować w sposób dla nas satysfakcjonujący. Na chwilę lub dłuższy czas zranienie przenosi nas jakby do innego świata, rządzącego się własnymi prawami, który odcina nas od głębokiego kontaktu ze sobą i z drugim człowiekiem. W miejsce spotkania osób pojawia się rozgrywka między ofiarą a oprawcą. Ofiara po swojej stronie widzi tylko tę część, która rani, oprawca z kolei często nie dostrzega problemu, nie wie, o co chodzi. Zranienie, które zachodzi tu i teraz, może obudzić jakiś wcześniejszy ból, doznany chociażby w dzieciństwie. Uaktywnia wówczas sztywny i powtarzalny mechanizm, przy którym schemat wydarzeń uparcie się powtarza, a rozwiązania nie widać. Osoba zraniona nie jest bowiem w stanie zrozumieć zaistniałej sytuacji i w satysfakcjonujący ją sposób zareagować.

Tymczasem zaklęty krąg powtarza się przy każdym kolejnym zranieniu w różnym nasileniu. W momencie zranienia pojawia się ból, podobny do fizycznego. Niektóre osoby bardzo łatwo zranić z powodu specyficznej wrażliwości, otwartości w kontaktach z innymi, ale też braku wiary w siebie i potrzeby wsparcia z zewnątrz. Zranienie jest pewną pułapką zamknięcia w sobie i w roli ofiary, roztrząsania swojej krzywdy i nasilenia własnego bólu. Ale jest także szansą przemiany i rozwoju. Daje możliwość lepszego poznania siebie i drugiej osoby, znalezienia bardziej satysfakcjonującej odpowiedzi, dotarcia do wcześniejszych doświadczeń. W przeżyciu zranienia czasami chodzi o to, by ze zranionego stanu wyjść, a czasami o to, by wejść głębiej.

Sam moment zaskoczenia jest szansą, by włączyć przytomną uwagę i zatrzymać się tuż przed gotową interpretacją czy automatycznym łańcuchem reakcji. Chodzi o to, by proces zranienia nie przejął władzy nad naszym umysłem. Powodem, z racji którego nie potrafimy się zatrzymać w tym miejscu, jest często brak treningu i umiejętności. Możemy też wejść głębiej w nasze doświadczenie, pamiętając jednak o tym, że są w nim punkty – pułapki: miejsca niedokończonych spraw, niedopełnionych reakcji. Jest w tym zgoda na wielki krok w nieznane, który stanowi dla nas szansę, by opuścić zaklęty krąg przez znalezienie brakujących elementów.

Wyjście ze zranienia, kiedy już znajdujemy się w pułapce, czyli po stronie ofiary, jest możliwe wówczas, gdy spojrzymy na siebie z boku, z minimalnego chociażby dystansu. Według Simone Pacot, którą tu często cytuję, najważniejsze jest to, by uświadomić sobie, że nasza reakcja jest zbyt silna, że gniew, złość, nienawiść są nieproporcjonalne do sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Trzeba rozpoznać zranienie i popatrzeć na sytuację oczyma drugiej osoby (tej, która nas zraniła). Trzeba umniejszyć rolę ofiary i sprawcy.
 
Lęki
 
Simone Pacot, na którą się powołuję ostatnio, w swoich rozważaniach podaje, że przeszkodą dla naszego rozwoju są 2 rodzaje lęków: lęk przed Bogiem i przed samym/ą sobą. Pierwszy z nich kształtuje się w okresie dzieciństwa w taki sposób, że wyobrażamy sobie Boga, na podobieństwo ludzi, z którymi mamy pierwsze kontakty, najczęściej rodziców, ojca lub matki. Często nasz obraz Boga jest projekcją ojca. Gdy ojciec był despotyczny, najmniejszy przejaw niezależności wydawać się będzie nam wykroczeniem. Gdy doznamy miłości warunkowej, będziemy mieć poczucie, że na miłość zasłużymy wtedy, kiedy spełnimy określone warunki, że zostaniemy odrzuceni, gdy ich nie spełnimy. Gdy byliśmy zaniedbani emocjonalnie, utworzymy obraz Boga dopasowany do naszej potrzeby wypełnienia pustki uczuciowej, kompensacji czułości, ciepła, miłości eliminującej wszelkie cierpienie. 

Podstawą tego rodzaju lęków – zdaniem Simone – jest przekonanie, że Bóg jest odpowiedzialny za zło i cierpienie. Tymczasem źródłem cierpienia możemy być my sami. Mogą być nim inni ludzie, a także świat, w którym żyjemy. Można się zastanowić, kiedy my sami jesteśmy źródłem własnego cierpienia. Sądzę, że na to pytanie są dwie odpowiedzi. Pierwsza, gdy uciekamy przed bólem, stosując różne środki kompensujące odrzucenie, stratę, rozstanie, zdradę, poniżenie, upokorzenie, które mają przynieść chwilę przyjemności zamiast dogłębnego przyjęcia cierpienia. Druga, gdy bierzemy na siebie ”krzyż” innego człowieka, gdy wymyślamy sobie trudności, fałszywe poświęcenie. Za Simone mogę powtórzyć, że „…sposób, w jaki przeżywamy dane wydarzenia, czyni z niego grób lub bramę”, „…może stać się etapem dojrzewania i prowadzić do życia, do zmartwychwstania”.

Lęk przed samym/ą sobą jest w swojej istocie związany z zaprzeczeniem istnienia własnych ograniczeń. U jego podstaw znajduje się idealny obraz własnej osoby, prowadzący do perfekcjonizmu i poczucia własnej wszechmocy. U spodu wszystkich tych rzeczy znajduje się – zdaniem Simone – fałszywie pojęta pokora. Kierowani nią próbujemy radzić sobie sami, panować nad każdą chwilą, nie akceptować niepowodzeń, uszczęśliwiać innych „na siłę”, narzucać Bogu naszą wolę. Tymczasem pokora nie polega na porównywaniu własnej wartości z wartością innych ludzi i deprecjonowaniu własnej osoby. Pokora polega na zajęciu swojego miejsca, na stawaniu w prawdzie.
 
Brak przebaczenia
 
O przebaczeniu mówimy w dwóch znaczeniach: o przebaczeniu sobie i przebaczeniu komuś. Często powtarzamy, że nie potrafimy sobie wybaczyć. Co to jednak oznacza? Czasami to, że nie pozwalamy sobie na błąd, niedoskonałość, że nie umiemy przyjąć siebie ze słabością, wybaczyć sobie własne niepowodzenia i pogodzić się ze swoimi ograniczeniami. Dlaczego? Chcemy być idealni, perfekcyjni, bez najmniejszej skazy. Czasami oznacza to, że nie chcemy zranić innych, szczególnie rodziców, którzy byli perfekcyjni lub ubóstwiali swoje dziecko. Dlaczego? Nie chcemy ich zawieść, zawieść ich oczekiwań wobec nas.

Czasami oznacza to, że pozwoliliśmy komuś na to, by wyrządził nam krzywdę. Pałamy złością, unosimy się gniewem, pielęgnujemy w sobie nienawiść do sprawcy zła, nie zdając sobie sprawy z faktu, że przenosimy nasze uczucia. Często bowiem złość wobec osoby, która wyrządziła nam krzywdę, jest złością wobec siebie, wobec tego, że tak długo byliśmy ślepi, kroczyliśmy fałszywą drogą. W takiej sytuacji nasz idealny obraz siebie, skrupulatne dążenie do doskonałości, polega w gruzach, a właściwie osiąga drugi swój kraniec, czyli rozpacz, a więc przekonanie, że wszystko, co do tej pory przeżyliśmy, nie ma żadnej wartości. 

Tymczasem prawda jest taka, że nic, co robimy, nigdy nie będzie zupełnie czyste, ale też nic z tego, co przeżyliśmy, nie jest stracone. Prawdziwe życie, wolne od psychicznych i duchowych barier, sytuuje się po środku między skrajnościami. Tak pisał już Arystoteles, wskazując na zasadę złotego środka, i podkreślając, że cnota jest średnią miarą między skrajnościami. Same skrajności to wady. 

Simone Pacot uważa, że to nie my sobie wybaczamy, bo wybaczyć może tylko Bóg. Właściwiej jest powiedzieć, że nie jesteśmy w stanie przyjąć przebaczenia udzielonego nam przez Boga. Często w grę wchodzi pycha, ukryta pod pozorami fałszywej pokory. U podstaw takiej postawy znajduje się przekonanie, że tkwiące w nas zło jest potężniejsze niż Boża miłość, że my jesteśmy „więksi” od Boga. 

Inną sytuacją jest przebaczenie komuś, kto naprawdę wyrządził nam krzywdę. Przebaczenie tego rodzaju jest „darowaniem długu”, zgodą na „odejście tego, co boli” i jako takie zachodzi stopniowo, długotrwale, pokonując poszczególne etapy. Przebaczenie nie oznacza zapomnienia ani usprawiedliwienia. Wymaga pełnego przeżycia doznanej krzywdy, przejścia przez etap bólu, smutku i buntu oraz właściwego spojrzenia na doświadczone wydarzenie, z dostrzeżeniem części swojej
odpowiedzialności. Przebaczenie nie jest też osądzaniem, potępianiem, pogardą  dla sprawcy ani pragnieniem zemsty. 

Przebaczenie jest potrzebne. Noszenie w sobie urazy prowadzi do wewnętrznego unieruchomienia, zatrzymania wzrostu. Oznacza rezygnację z wymierzania sprawiedliwości samemu, ale także z dążenia do wyjaśnienia, pełnego zrozumienia. Nie zawsze to jest możliwe. Nie oznacza dla nas końca cierpień, lecz spokój serca.
Kategorie wpisu: Trudności w rozwoju
« powrót
Kreator www - przetestuj za darmo