Noetyczny rozwój
We współczesnej kulturze powoli zanika myślenie humanistyczne, a przede wszystkim filozoficzne. Alternatywą dla filozofii staje się relatywizm, czyli – upraszczając - po prostu dowolność. Nie sądzę, żeby był to dobry sposób na życie, ponieważ w działania ludzkie wprowadza nieuporządkowanie, zagubienie i bezsens. To z kolei rodzi problemy psychiczne (w rezultacie również fizyczne) i obciąża kolejne pokolenia, przenosząc na nie to samo nieuporządkowanie. Studiowanie filozofii było i jest dla mnie ważne. Nie chodzi tu o erudycję: poglądy, koncepcje i systemy filozoficzne. Chodzi o życiowe prawdy, które prowadzą mnie jak drogowskazy i które mogę zastosować w dowolnej dziedzinie i sytuacji życia. Chodzi więc o przeniesienie wiedzy na praktyczne działanie. To praktyczne zastosowanie nie przyszło mi jednak od razu; w zasadzie ani na studiach filozoficznych, ani nawet bezpośrednio po nich, lecz dopiero po paru kolejnych latach pracy własnej, ciągłego słuchania wykładów, czytania tekstów, poszukiwaniach i próbach rozumienia rzeczywistości, a zwłaszcza swojego życia. Studia filozoficzne były bowiem bardzo teoretyczne, mocno oderwane od praktycznych rozwiązań. 

Istnienie świata pozazmysłowego
Podstawową kwestią mojego życia jest sam fakt istnienia. Jest on czymś, wobec czego nie mogę przejść obojętnie. To istnienie wydaje mi się być „kruche” i niepewne, wydaje się „mówić”, że mam mało czasu, że życie jest krótkie i szybko następuje starzenie. I stawia przede mną pytanie zasadnicze, po co to moje istnienie w ogóle jest, co mam z nim zrobić. Zdaję sobie sprawę z tego, iż odpowiedź na to pytanie, pociąga za sobą odpowiedź na inne, wyłaniające się zaraz pytanie: „jak mam żyć?” Wiem, że tych pytań i odpowiedzi nie mogę uniknąć, bo bardziej lub mniej świadomie i tak na nie odpowiadam. Pytanie o sens mojego istnienia jest dla mnie tak naprawdę pytaniem o istnienie świata pozazmysłowego, o istnienie rzeczywistości niewidzialnej, doskonałej i wiecznej, o istnienie Boga samego. Mam świadomość, iż od odpowiedzi na nie zależy kierunek, sens i cel mojego życia.

Poszukiwania rozumu
Czas pokazuje, że to, co było dla mnie ważne jeszcze dziesięć lat temu, nie jest ważne dzisiaj. Ważna była wiara i tradycja ludzi wierzących, ważne były spekulacje rozumu, który poszukując przyczyny ludzkiego istnienia, wskazywał na istnienie Zewnętrznego Sprawcy. Ważna była odpowiedź, której udzielił już Platon, gdy w sobie samym odkrył powody, uzasadniające istnienie go. Były nimi: istnienie niecielesnej duszy ludzkiej, z natury różnej od ciała, oraz taki rodzaj poznania, który nazwał noetycznym. Ważne były też odpowiedzi, których udzielili inni filozofowie, między innymi Arystoteles i Tomasz z Akwinu. Ważne były racjonalne uzasadnienia, wszelkie argumenty za istnieniem Boga, naukowe wywody filozofii i teologii. Ważne były wszelkie dostępne praktyki religijne. Wtedy „mój Bóg” był bardzo racjonalny, uporządkowany, przewidywalny i jakby dobrze mi znany. Każde wydarzenie miało swoje uzasadnienie, przypisujące Mu takie lub inne sprawstwo. Wydawało się mi, że znam "zasadę", według której toczy się moje życie: ja się staram dla „mojego Boga”, a On to przyjmuje i na to odpowiada. I choć dzisiaj już tak nie „patrzę”, sądzę, że tamten czas, tamten etap w moim życiu był mi bardzo potrzebny.

Intuicja serca
Dzisiaj „patrzę” inaczej. Patrzę przez swoje serce. Tam, na jego dnie, są natchnienia, pragnienia, jest intuicja. I dzisiaj wiem, że nie ja jestem ich przyczyną, nie ja siebie pociągam „od środka". Nie mam wątpliwości, że tą przyczyną jest Ktoś poza mną, kogo - najpewniej – mogę nazwać Kimś Większym ode mnie, Kimś, Kto mnie Prowadzi. Po prostu nie da się tego inaczej wytłumaczyć. W praktyce oznacza to dla mnie podążanie za czymś, co jest przedmiotem tylko mojego wewnętrznego doświadczenia, czego oczy nie widzą, uszy nie słyszą, dłonie nie mogą dotknąć, a tylko serce „wie”, że jest oświecane i pociągane. Nie zna przy tym ani czasu, ani miejsca, ani sytuacji, ani okoliczności tego prowadzenia. Nikt z ludzi nie ma do niego dostępu, nikt go nie zweryfikuje i nie potwierdzi, nierzadko też niewiele osób zrozumieć je może. Oznacza podążanie za czymś, czego rozum tak naprawdę pojąć nie może, z czym się zmaga i „szarpie”, gdy przychodzi mu ogarnąć „światło”, które go przerasta, którego nie umie wyrazić w słowach, w nazwach. To jest „wędrówka ślepca”, który nie wie, co przed nim, tylko czuje, że ma postawić kolejny krok. Na tej drodze nie mają już dla mnie znaczenia żadne racjonalne argumenty, nawet te przemawiające za istnieniem Boga. Dzisiaj już nie muszę Go szukać poza sobą, lecz w sobie, bo On we mnie ma swoje „mieszkanie”, gdzieś w środku duszy. Nie mam wątpliwości co do Jego istnienia i nie potrzebuję rozumowych „podpórek”, bo one w osobistym doświadczeniu serca nie są już potrzebne. Tu liczy się prosta spontaniczna myśl (lub ciąg takich myśli) i głębokie pragnienie.
Oczyszczenie z przywiązań
Dziś nie są dla mnie ważne rozumowe odpowiedzi, których udzielili filozofowie i teologowie. Dziś to, co kiedyś było przeze mnie wyuczone i przyjmowane jako coś zewnętrznego, nie-mojego, coś do zapamiętania i przemyślenia, nabrało innego znaczenia. Dziś jest to coś mojego, coś wewnętrznego, doświadczanego „od środka”. Bóg nie jest już ani racjonalny, ani uporządkowany, ani przewidywalny. I nie znam już "zasady", według której mnie prowadzi. Coraz wyraźniej widzę, że dziś stają przede mną też inne pytania, pytania: kim jestem, jak mam iść. Gdzie indziej też szukam odpowiedzi. Dziś interesują mnie ludzie, którzy przeszli podobną drogę, którzy udzielili na te pytania swojej odpowiedzi. Zdaję sobie sprawę z tego, że na postawione pytania, ja również mam udzielić swojej własnej odpowiedzi. I znamienny jest dla mnie fakt, że wśród tych ludzi, którzy przeszli swoją „drogę serca”, znajduję również niektórych filozofów. Racjonalne poszukiwania i wyjaśnienia, wyrosłe z umiłowania prawdy, doprowadziły ich do osobistego spotkania z Prawdą. Tyle, że w ich sercu, a nie w głowie. Tym samym „filozofia rozumu” przekształciła się w swoistą „filozofię serca”. Mogę powiedzieć, że się „uwewnętrzniła”. Zresztą, przez wiele wieków filozofia była „sztuką życia”, praktyką spekulatywnych rozstrzygnięć, która ostatecznie miała prowadzić do oczyszczenia. To oczyszczenie widzę dzisiaj jako opuszczenie swoich różnych przywiązań: do rzeczy, miejsc, zachowań, oczekiwań i dążeń, pomysłów, celów, obrazów, w tym z obrazu „mojego Boga”, a także przywiązania do ludzi, nawet najbliższych, a więc ze wszystkiego, co moje, co nie jest Bogiem samym. Mam poczucie, że to oczyszczenie dokonuje się we mnie niezależnie od tego, czy go chcę, czy nie. 

Niepowtarzalna droga
Doceniam dziś tych, którzy o drodze swojego serca pisali. Dzięki nim wiem, że dla każdego człowieka jest to droga jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna, że jest zupełnie nieprzewidywalna, że nie musi dawać poczucia bezpieczeństwa, ani spokojnego i stabilnego życia, nie musi być gwarancją szacunku od ludzi, ani ich zrozumienia i wsparcia, że wymaga odwagi i trudu przekraczania siebie, nierzadko też postępowania wbrew cudzym opiniom i przyjętym zasadom, ale jest to droga Miłości. Doceniam tych, którzy pisali o sercu samym. Świadomość faktu, że jest takie „miejsce” w ludzkiej duszy, w którym Bóg bezpośrednio udziela intelektualnego światła i porusza wolę, jest szczególnie ważna i pomocna na początku tej drogi, kiedy „wewnętrzny głos” zaczyna brzmieć „głośniej” i wyraźniej, a człowiek nie wie, co się z nim dzieje, nie wie, że się duchowo narodził. Nie umie tego rozpoznać ani nazwać, bo nigdy czegoś takiego nie doświadczył, a jeśli nawet doświadczył, to trwało to pewnie krótko i być może minęło nieuświadomione. Dobrze, gdy pomoże w tym ktoś, kto taką drogę już przeszedł. I dobrze, gdy się o tym przeczyta. Doceniam tych, którzy pisali o znaczeniu woli ludzkiej w życiu, którzy podkreślali, że to właśnie dzięki wolnym wyborom i decyzjom, dzięki podążaniu za Bożymi poruszeniami i pragnieniami, serce człowieka „rośnie”, a wewnętrzne życie pogłębia się. I doceniam tych autorów, którzy podjęli temat duchowej płodności. Ten temat jest szczególnie dla mnie ważny, bo pokazuje, że własna droga ma swoje źródło w ludzkim sercu, gdzie z miłości Boga i człowieka poczyna się natchniona twórcza myśl, którą to serce, na sposób rodzenia w ciele, pragnie rodzić duchowo, uzewnętrznić poza siebie, by dzielić się swoją radością i dawać siebie innym. To tłumaczy różnorodność ludzkich dróg i ich niepowtarzalność, a przede wszystkim tłumaczy pochodzenie celu własnego życia.

Życie w "tu i teraz"
Podstawowym pytaniem, jakie powstaje w związku z opisem takiej „drogi serca”, jest pytanie o sposób „wejścia” na nią, o warunki takiego wzrostu. Wydaje mi się, że można tu mówić o pewnych ogólnych drogowskazach, takich jak: Dekalog, sakramenty, życie w łasce i własny wysiłek, jaki się wkłada w codzienne wybory i ich realizację. Szczegółowe jednak rozstrzygnięcia wydają mi się być sprawą indywidualną, być może nawet nigdy nie zamkniętą, bo wciąż na nowo odkrywaną. Wymagają one – w moim poczuciu – przede wszystkim świadomości własnych granic, szacunku dla własnej niepowtarzalności. Te granice, jak sądzę, są po to, żebym zdawała sobie sprawę z tego, że moje życie nie jest życiem innej, nawet bardzo bliskiej mi osoby, że moje wybory są tylko i wyłącznie moimi wyborami, że nikt inny, lecz ja sama ponoszę za nie odpowiedzialność, i nie jest ważne, czy ktoś obok robi to samo, czy nie. Te granice są po to, bym wzięła na siebie trud odkrywania swojego głębokiego „ja”, które jest moim skarbem, ukrytą perłą. Ta prawda o mnie pokazuje mi również cudze granice, których nie mogę przekraczać, a które chcę szanować. Te szczegółowe rozstrzygnięcia wymagają – moim zdaniem - świadomego życia „tu i teraz”, „kontaktu ze sobą” w każdej chwili, skupienia uwagi na tym, co robię właśnie teraz. W praktyce oznacza to dla mnie wyzwanie na każdy dzień, oznacza moje stawanie wobec wyboru, chociażby takiego najbardziej fundamentalnego: czy zamknąć się w sobie, w swoim wewnętrznym świecie, pogrążyć się w swoich myślach, skrywanych lub zranionych przeżyciach, minionych doświadczeniach, w swoim wewnętrznym dialogu, pochylając się nad przeszłością, której już nie ma, czy wyjść do ludzi, widzieć ich "całą sobą, słyszeć ich całą sobą, doświadczać w realnej rzeczywistości, czyli pochylając się nad teraźniejszością, nad tą chwilą, która jest właśnie naszą szansą na to, bym ją wykorzystała najlepiej, jak ogę, bo już nie wróci, korzystając z przeszłości tylko na użytek tego, co jest teraz. Te szczegółowe rozstrzygnięcia wymagają również – jak sądzę – ciszy, milczenia, odosobnienia. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że bycie sam na sam ze sobą, ze swoim sercem, dokonuje się w chwili wyciszenia, a nie w zgiełku ulicy, choć i tam jest możliwe wówczas, gdy w kontakcie ze sobą jest się mocno ugruntowanym. Intelekt otrzymuje światło, gdy usta, zmysły i rozum nie mają nic do powiedzenia, gdy nie prowadzą zewnętrznego lub wewnętrznego dialogu, gdy tworzy się w człowieku „wolna przestrzeń” dla Boga.

Mistyka nadreńska
Jeśli chodzi o szczegółowe rozstrzygnięcia, to sądzę, że warto się zastanowić nad tymi, o których napisał czołowy przedstawiciel mistyki nadreńskiej, nazywany Mistrzem Ekchartem. A napisał tak:

Dobrze się zastanów, jeśli chodzi o naśladowanie surowości życia; na czym ma ona polegać w twoim przypadku. Musisz zrozumieć i liczyć się z tym, do czego Bóg ciebie najbardziej wzywa. Nie wszyscy przecież powołani są na tę samą drogę do Boga. A jeśli stwierdzisz, że najkrótsza dla ciebie nie prowadzi przez liczne uczynki zewnętrzne, wielką udrękę lub niedostatek (te wcale zresztą nie są istotne - chyba że sam Bóg człowieka do tego powoła, ten zaś czuje w sobie siłę pójścia tą drogą, bez szkody dla swego życia wewnętrznego) – jeśli zatem żadnej z tych rzeczy nie doświadczasz w swym życiu, bądź z tego zadowolony i nie przejmuj się. Żadnej dobrej drogi Bóg nie pozbawił możliwości doprowadzenia do celu, gdyż jedno dobro nie sprzeciwia się drugiemu. Ponad drogę ceń dobrą postawę człowieka. Nie pogardzaj też żadną drogą. Trzymaj się swojej własnej drogi, włączaj w nią wszystkie inne i staraj się na niej zrealizować wszelkie dobro i wszystkie inne drogi.`

Naśladuj Go na swój własny sposób: Zastanów się, do czego jesteś najbardziej skłonny i co cię najczęściej pociąga. Na tym skup swoją uwagę i pilnie się sobie przyglądaj. Ochotne, wielokrotne powstrzymanie się od tego, przyniesie ci często więcej korzyści niż całkowita rezygnacja z pokarmu. Tak samo trudniej ci będzie nieraz powstrzymać się od jakiegoś jednego słowa niż zachować całkowite milczenie. Podobnie trudniejsze nieraz bywa przyjęcie jednego obraźliwego słowa bez znaczenia niż silnego uderzenia, na które człowiek się uprzednio nastawił. Dużo trudniej też zachować samotność pośród tłumu niż w pustelni, wyrzec się jakiejś małej rzeczy niż dużej i zrobić jakiś drobiazg, niż dokonać czynu uważanego za wielki. W ten sposób możesz w swej słabości wspaniale naśladować Chrystusa i nie musisz się uważać za bardzo od Niego oddalonego.

Nie trap się, kiedy zbyt dobre wydają ci się potrawy lub szaty. Przyzwyczajaj raczej swą głębię i ducha do wznoszenia się wysoko ponad te rzeczy. Poza Bogiem nic nie powinno pobudzać twego ducha do radości i miłości; ponad wszystko inne niech się wzniesie wysoko. Słaby byłby duch uzależniony od zewnętrznych szat. To raczej wewnętrzna szata powinna decydować o zewnętrznej, o ile do ciebie należy wybór. Jeśli ci przypadnie jakaś inna (niż sobie życzyłeś), przyjmij ją w swym najgłębszym wnętrzu, jako dla siebie odpowiednia i czuj się w niej równie dobrze jak w każdej innej, która by ci przypadła w udziale; noś ją chętnie i bez oporu. Tak samo postępuj wobec potraw, przyjaciół, krewnych i wszystkiego innego, co Bóg ci daje lub odbiera. A zatem, według mnie, najlepiej, jeśli się człowiek całkowicie zdaje na Boga, a kiedy On nałoży nań jakieś brzemię, na przykład zniewagę, udrękę lub jakiekolwiek inne cierpienie, niech przyjmuje to z radością i wdzięcznością oraz - zamiast sam je sobie wybierać - pozwala się raczej prowadzić Bogu. Dlatego we wszystkim od Boga przyjmuj pouczenia i Jego naśladuj, a będziesz nienaganny. W takim usposobieniu możesz przyjmować nawet zaszczyty i pokój" (Eckhart, Kazania, 17-18).
Kreator www - przetestuj za darmo