Noetyczny wymiar rozwoju

Paradygmat antropologiczny, znajdujący się u podstaw noetyki neoklasycznej, otwiera, jak sądzę kwestię rozwoju osobistego na całego człowieka i integruje poszczególne jego wymiary. Rozszerza tym samym zaproponowane przez Kazimierza Dąbrowskiego ujęcie rozwoju, które, nazywane przez autora wielowymiarowym, bo dotyczące wielu dziedzin życia (rozumowej, moralnej, społecznej, uczuciowej i religijnej), w istocie swojej było przede wszystkim wielopłaszczyznowe. Odnosiło się głównie do wymiaru życia psychicznego i rozumowego. Niemniej jednak interdyscyplinarny charakter rozwoju i wielopłaszczyznowość zastosowane do rozumienia i kształtowania człowieka są niewątpliwie ważnym osiągnięciem polskiego uczonego.

 

Noetyczna droga wzrostu

W ramach paradygmatu antropologicznego wymiar intelektualny, czy wymiar noetyczny stanowi najwyższy wymiar życia ludzkiego. Ów wymiar również podlega rozwojowi. Nazywam go noetyczną drogą wzrostu. Opiera się ona na tej prawdzie, że wszyscy mamy zranioną naturę. Ukrywamy się przed sobą, by nie zobaczyć siebie takimi, jakimi jesteśmy naprawdę. Nie chcemy też, by inni nas prawdziwie zobaczyli. Niezagojone rany i brak konfrontacji z przeszłością stają się źródłem lęku i wstydu. Nierzadko też zamykają nas na teraźniejszość, na głębokie bycie „tu i teraz”. Tymczasem życie wewnętrzne, ów noetyczny rozwój, polegający na podążaniu za światłem naszego serca i niezmiennymi pragnieniami, jest możliwy wtedy, gdy zagłębimy się w nienazwane obszary naszej duszy i zaakceptujemy nasze ograniczenia.

 

Poszerzanie serca

Wzrost serca, a może lepiej „poszerzanie się serca” dokonuje się w nas przez całe życie. W sposób świadomy reagujemy na głos naszego serca już w okresie naszego dzieciństwa, kiedy to uczymy się odróżniać dobro od zła. Mówimy wówczas o kształtowaniu sumienia. Jednak głęboki kontakt ze swoim „ja” ma swój szczególny czas. Posłużę się tutaj zdaniem znanych psychologów. Piaget uważa, że rozwój duchowy, nazywany przez niego rozwojem „wyższych funkcji inteligencji i uczuciowości”, następuje po uzyskaniu wzrostu i dojrzałości poszczególnych narządów i organów cielesnych, czyli po uzyskaniu dojrzałości biologicznej. Fromm z kolei pisze o „narodzinach duchowych”, czyli o takim czasie, w którym kontakt z głębokim „ja” diametralnie się pogłębia.
 
„Duchowe narodzenie” służy temu, by – zdaniem Fromma – „stale się rodzić, to znaczy stale zrywać więzy z ziemią i krwią”. Chodzi więc o to, by trwale osadzić się w swoim „ja”, by mieć z nim stały kontakt, by umieć je odczytać, by je uzewnętrznić, za nim podążać, by nie pozwolić siebie „zagłuszyć”. Chodzi więc o nieustanną zgodę na „umieranie” i „rodzenie”, na „chwytanie” i „puszczanie”, na utratę „starego”, by zyskać „nowe”. Mówiąc wprost, chodzi o zgodę na zmianę, na rozwój, na swoistą „walkę” o siebie, o swoje prawdziwe „ja”. Znamienne jest to, iż szczególny wzrost naszego serca dokonuje się wówczas, gdy zaczyna obumierać ciało. „Narodziny duchowe” szacuje się na okres między 30 a 40 rokiem życia. Wtedy to nasz wewnętrzny głos staje się mocniejszy, jakby „mówił do nas” głośniej, bardziej zwracał na siebie uwagę, jakby kierował nas ku wnętrzu, ku naszej duszy, a odwracał od starzejącego się ciała, jakby wskazywał na inną rzeczywistość, na inne wartości, wartości duchowe.
 
Niewątpliwie jest to czas odpowiedzi na ważne życiowo pytania, czas budowania własnej hierarchii wartości, kształtowania się osobistej drogi życia, czas dostrzegania własnej inności, a w związku z tym czas wzrastania indywidualności, odwagi i psychicznej odporności.  Dobrze, gdy wówczas w naszych odkryciach znajdujemy osoby podobne nam, które przechodzą zbliżone przemiany, szukają prawdy o sobie, a potem te prawdy wybierają jako drogowskazy życia i za nimi kroczą. Dobrze, gdy możemy z takimi osobami się spotykać i je poznawać. Dobrze, gdy możemy na naszą drogę wkroczyć razem z innymi i otrzymać od nich pomoc.